Do niedawna akcesoria EcoTools były do kupienia praktycznie tylko za granicą, okazjonalnie w niektórych aptekach sieci SuperPharm (ja nigdy nie trafiłam tam na nie), czasem na allegro (po zdzierskich cenach). Wtedy kupiłam zestaw 5 pędzelków do oczu i 6 (teoretycznie) uniwersalnych minipędzelków. O tym powiem innym razem. Ostatnio jednak wprowadzono te akcesoria do Rossmana - ceny nadal są jakie są (jednak lepsze niż na allegro!), ale dostępność już lepsza. Dodatkowo możemy pooglądać dokładnie co kupujemy, wiemy, że nie będą to podróbki (a. kiedyś pisała, że chyba nacięła się na fejki pędzelków z EcoTools). Wybór jest mały (pędzel do podkładu, pudru, różu i do cieni), ja skusiłam się na ten pierwszy. I ani trochę nie żałuję :)
Za 29,99 zł dostajemy wygodny, lekki, dobrze leżący w ręce pędzel. Włosie jest miękkie, półokrągło ścięte, dlatego możemy nim dokładnie dotrzeć w zakamarki nosa. Nie smuży, nie wchłania podkładu (chociaż tu nie wiem, bo ja używam tylko kremów BB - tak czy inaczej one w nim nie giną, tylko trafiają na twarz).
Pędzel ma a ok. 16 cm długości, z czego rączka to 9,5 cm, włosie ma 3 cm długości i niewiele mniej niż 1 cm grubości (8-9 mm), a szerokie jest (przy skuwce) na 2 cm. Jest dzięki temu bardzo poręczny.
Ciężko go niestety doczyścić (ja piorę w szarym mydle), schnie też bardzo, bardzo długo! To jest niestety duży minus, bo jak wiemy, pędzle do twarzy powinno się prać po każdym użyciu, a tutaj piorąc go rano, a potrzebując użyć znowu wieczorem (do makijażu na imprezę) niestety nie wyschnie. Natomiast następnego dnia rano powinien być już do użycia.
Bardzo podoba mi się polityka firmy, która produkuje wszystko jak najbardziej ekologicznie. I tak - włosie jest syntetyczne (teklon) - "cruelty free", więc żadne zwierzę nie ucierpiało. Skuwka zrobiona jest ze zrecyklingowanego aluminium. Rączka z bambusa, a opakowanie, mimo, że plastikowe (duży minus!) możemy wykorzystać jeszcze nieraz (niby prawda, ale ja pędzle jak przewożę to w kosmetyczce, z tego pokrowca już nie korzystam). Na opakowaniu mamy instrukcję użycia, ekologiczną wskazówkę oraz opis samego pędzla.
W Polsce dystrybucją tych pędzli zajmuje się firma Sense and Body, więc w ich internetowym sklepie też możemy się zaopatrzyć w pędzle EcoTools. Doczytałam również, że poza Rossmanem i aptekami SuperPhram powinny być dostępne w Tesco - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?
Ja ze swojego zakupu jestem bardzo zadowolona, lubię produkty EcoTools :)
Mam nadzieję, że wkrótce będzie ich większy wybór stacjonarnie.
środa, 24 sierpnia 2011
wtorek, 23 sierpnia 2011
Ballerina + zakupy
Wpadłam ostatnio do Natury tylko i wyłącznie po czarny żelowy eyeliner (mam już brązowy i fioletowy więc wiem, czego się spodziewać, niebawem notka o nich), specjalnie przemknęłam szybko nie rozglądając się na boki (a przechodziłam przez cały sklep, całą pielęgnację...), wzięłam... no i niestety, nowa limitka weszła. O ile na zdjęciach i swatchach innych osób nie bardzo mnie ona ruszała, o tyle na żywo - poruszyła :D
I tak, kupiłam lakier do paznokci 05 Grand-Plie In Black, dumając jeszcze nad innymi paroma, ale powstrzymałam się (na razie). Jest to czarny lakier ze złotym brokatem, brokat rozmieszczony jest nierówno, więc świetnie to wygląda na pazurach! Dopadłam też róż w musie 01 Prima Ballerina skuszona jego delikatną pigmentacją (tak, mocne róże już mam, teraz czas na coś soft). Wyczaiłam też błyszczyki, a nie mogąc wybrać który - wybrałam obydwa, czyli 02 On Your Gracile Tiptoe i 03 A Floating Pirouette. Nie widziałam na standzie jasnoróżowego, pewnie bym go kupiła, bo lubię takie kolory. Duży plus tych błyszczyków to aplikator - mięciutki pędzelek.
Próbkobiernia lada dzień, wszystko zaczęłam już testować, wrażenia są raczej pozytywne :)
W międzyczasie będąc w Krakowie na festiwalu wpadłam do Biedrony i kupiłam dwa nowe masła - Azję i Brazylię. Obydwa fajnie pachną, ładnie się wchłaniają, są raczej okej. Byłam do nich nieufnie nastawiona po przygodzie z Mango, a tu niespodzianka.
Kupiłam też zmywacz do paznokci Nailty, przyszedł do mnie grzybkowy krem BB od SkinFood oraz... dostałam od bratowej pastelowy niebieski lakier do paznokci z F&F. Niedługo powiem coś więcej o nim, jak również ogólnie o kolorówce (tak, tak, tak!) z F&F.
Nie pisałam tak długo, bo ogarniałam sprawy przed festiwalem - Coke Live Music Festival. Dużo indie-rocka, świetna atmosfera, poznałam miłych ludzi, z którymi dobrze się bawiłam pląsając pod sceną. Uwielbiam festiwale :) A na sam koniec fenomenalny koncert Goorala - jeśli go jeszcze nie znacie, to koniecznie obadajcie!
No i na koniec garść rozdań, w których biorę udział:
1) http://vexgirl.blogspot.com/2011/08/rozdanie-bb-cream-nowa-wspopraca.html
sobota, 13 sierpnia 2011
Catrice Out Of Space + azjatycka paczka
Niedawno do sprzedaży w Naturach weszła nowa limitowanka Catrice - Out Of Space. Nie będę ukrywać, że odkąd zobaczyłam jej zapowiedzi byłam nią zafascynowana. Ciemne, nasycone kolory, mieniące się - jakby posypane kosmicznym pyłkiem - no kto by się oparł?
Niestety jak to zwykle bywa życie jest mniej kolorowe. Cienie, mimo że ślicznie wyglądają w pudełkach i mają ciemne, błyszczące kolory - mają też koszmarnie słabą pigmentację, a mnóstwo drobinek. Eyelinery są twarde jak skała, do tego też słabo napigmentowane. Brokatowe szminki, pędzelek do eyelinera (identyczny jak ten ze stałej oferty, tylko droższy) oraz baza pod makijaż. Ja z tego zrezygnowałam, po dokładnych oględzinach - bo mimo, że na pierwszy rzut oka są śliczne, to po próbnym użyciu dużo tracą.
Za to to, czemu się nie mogłam oprzeć to lakiery do paznokci. Uwielbiam ciemne barwy, z lekkimi drobinkami, uwielbiam też maty. Ta kolekcja jest idealna dla mnie! Z 4 dostępnych odcieni wybrałam 3. Kosztują 9,99 zł za sztukę, mają po 9 ml.
C02 Houston's Favorite - granatowa baza z niebieskimi drobinkami. Kryje przy 2 warstwach, wysycha na delikatny błysk, ślicznie się mieni w słońcu.
C03 Beam Me Scotty! - ciemnogranatowa baza z niebieskimi i srebrnymi drobinkami. Tak samo jak jej poprzednik - kryje przy 2 warstwach, wysycha na mat.
C04 Moonlight Express - czarna baza z granatowymi drobinkami. Ładnie i mocno się błyszczy. Kryje przy 2 warstwach.
O trwałości się na razie nie wypowiem, ciągle testuję. Kolory za to są prześliczne, więc można im dzięki temu wiele wybaczyć ;) Jak to w przypadku Catrice - poręczna, gruba nakrętka i wygodny pędzelek. Matowe lakiery powoli zaczynają błyszczeć w miarę noszenia - po prostu matowe wykończenie się delikatnie ściera. O ile wzorki na nakrętce są ładne, ciekawie wyglądają, to niestety strasznie szybko się ścierają. Szkoda!
Co ciekawe, lakiery mają 9 ml, natomiast w ogóle nie różnią się pojemnością (wymiary pudełka i objętość samego lakieru) od pozostałych lakierów tej firmy, które to powinny mieć 10 ml.
Dodatkowo, odebrałam wczoraj z poczty paczki z azjatyckimi kosmetykami :) Długo się zastanawiałam czy próbować, w końcu stwierdziłam, że zaryzykuję. Kupiłam dwa kremy BB (Lioele Beyond The Solution oraz najbardziej znany chyba Skin79 Super+ Triple Functions Hot Pink), korektor pod oczy (Skinfood Salmon Dark Circle Concealer, odcien 1 - Blooming) oraz maseczkę peel-off (The Face Shop Blackhead EX Nose Clay Mask). Dostałam też próbki płatków na nos, maseczki z granatem i kremu BB Lioele Triple Solution). Czekam jeszcze na jeden krem BB i zaczynam wielkie testowanie! :D
Niestety jak to zwykle bywa życie jest mniej kolorowe. Cienie, mimo że ślicznie wyglądają w pudełkach i mają ciemne, błyszczące kolory - mają też koszmarnie słabą pigmentację, a mnóstwo drobinek. Eyelinery są twarde jak skała, do tego też słabo napigmentowane. Brokatowe szminki, pędzelek do eyelinera (identyczny jak ten ze stałej oferty, tylko droższy) oraz baza pod makijaż. Ja z tego zrezygnowałam, po dokładnych oględzinach - bo mimo, że na pierwszy rzut oka są śliczne, to po próbnym użyciu dużo tracą.
Za to to, czemu się nie mogłam oprzeć to lakiery do paznokci. Uwielbiam ciemne barwy, z lekkimi drobinkami, uwielbiam też maty. Ta kolekcja jest idealna dla mnie! Z 4 dostępnych odcieni wybrałam 3. Kosztują 9,99 zł za sztukę, mają po 9 ml.
C02 Houston's Favorite - granatowa baza z niebieskimi drobinkami. Kryje przy 2 warstwach, wysycha na delikatny błysk, ślicznie się mieni w słońcu.
C03 Beam Me Scotty! - ciemnogranatowa baza z niebieskimi i srebrnymi drobinkami. Tak samo jak jej poprzednik - kryje przy 2 warstwach, wysycha na mat.
C04 Moonlight Express - czarna baza z granatowymi drobinkami. Ładnie i mocno się błyszczy. Kryje przy 2 warstwach.
O trwałości się na razie nie wypowiem, ciągle testuję. Kolory za to są prześliczne, więc można im dzięki temu wiele wybaczyć ;) Jak to w przypadku Catrice - poręczna, gruba nakrętka i wygodny pędzelek. Matowe lakiery powoli zaczynają błyszczeć w miarę noszenia - po prostu matowe wykończenie się delikatnie ściera. O ile wzorki na nakrętce są ładne, ciekawie wyglądają, to niestety strasznie szybko się ścierają. Szkoda!
Co ciekawe, lakiery mają 9 ml, natomiast w ogóle nie różnią się pojemnością (wymiary pudełka i objętość samego lakieru) od pozostałych lakierów tej firmy, które to powinny mieć 10 ml.
Dodatkowo, odebrałam wczoraj z poczty paczki z azjatyckimi kosmetykami :) Długo się zastanawiałam czy próbować, w końcu stwierdziłam, że zaryzykuję. Kupiłam dwa kremy BB (Lioele Beyond The Solution oraz najbardziej znany chyba Skin79 Super+ Triple Functions Hot Pink), korektor pod oczy (Skinfood Salmon Dark Circle Concealer, odcien 1 - Blooming) oraz maseczkę peel-off (The Face Shop Blackhead EX Nose Clay Mask). Dostałam też próbki płatków na nos, maseczki z granatem i kremu BB Lioele Triple Solution). Czekam jeszcze na jeden krem BB i zaczynam wielkie testowanie! :D
piątek, 12 sierpnia 2011
H&M Spring Nails
Dzisiaj przybliżę wam zestaw czterech lakierów do paznokci z wiosennej kolekcji H&M - Spring Nails. Poza tymi kolorami był jeszcze jeden zestaw, jednak tylko te wpadły mi w oko. Mimo, że to miniona kolekcja, to nadal widuję je do kupienia. Od razu zaznaczam, że trochę ze mnie facet, jeśli chodzi o kolory ;)
Lakiery są do kupienia tylko w czteropaku, każdy ma 3,2 ml, kosztują razem 14,90 zł. Wg mnie dobra cena, pojemność też raczej w porządku, bo zdążymy je zużyć, nim nam się znudzą. Mają wygodny, raczej wąski pędzelek, na paznokciach wytrzymują 3-4 dni - u mnie to standardowo, ale ja nie używam żadnych top coatów.
Jako pierwszy, chyba mój ulubiony, gray - baza to szary, taki jak cement, ale ma w sobie srebrne drobinki. O ile w buteleczce je dość wyraźnie widać, o tyle na paznokciach nie bardzo. Co najwyżej w mocnym słońcu. Ładnie wygląda, 2 warstwy kryją.
Kolejny to light purple - jasny, pudrowy róż. Nie ma w sobie żadnych drobinek, nie jest też żelowy, po prostu zwykły kremowy lakier. Kryje przy 2 warstwach, nie smuży.
Następny dark purple - z tego jestem najmniej zadowolona. Jest to purpura, o żelowej formule. O ile taka formuła fajnie się błyszczy i ładnie wygląda (jak galaretka!), o tyle tutaj do krycia potrzebuje minimum 3 warstw, a czasami nadal widać prześwity. Brak drobinek.
Ostatni kolor to coral - bardzo fajny pomarańcz (koralowy? ;) ) ze złotymi drobinkami. Ślicznie się mieni w słońcu, ładnie rozjaśnia - nadaje taki glow palcom. Kryje przy 2 warstwach, nie smuży.
Z lakierów jestem zadowolona do tego stopnia, że kupiłam też Summer Nails - ale o nich innym razem :)
PS. W Naturach weszła limitowanka Catrice - Out of Space. Kupiłam 3 lakiery (z czego 2 to maty!), wszystko jest śliczne i przykuwające oko. Obadajcie koniecznie!
Lakiery są do kupienia tylko w czteropaku, każdy ma 3,2 ml, kosztują razem 14,90 zł. Wg mnie dobra cena, pojemność też raczej w porządku, bo zdążymy je zużyć, nim nam się znudzą. Mają wygodny, raczej wąski pędzelek, na paznokciach wytrzymują 3-4 dni - u mnie to standardowo, ale ja nie używam żadnych top coatów.
Jako pierwszy, chyba mój ulubiony, gray - baza to szary, taki jak cement, ale ma w sobie srebrne drobinki. O ile w buteleczce je dość wyraźnie widać, o tyle na paznokciach nie bardzo. Co najwyżej w mocnym słońcu. Ładnie wygląda, 2 warstwy kryją.
Kolejny to light purple - jasny, pudrowy róż. Nie ma w sobie żadnych drobinek, nie jest też żelowy, po prostu zwykły kremowy lakier. Kryje przy 2 warstwach, nie smuży.
Następny dark purple - z tego jestem najmniej zadowolona. Jest to purpura, o żelowej formule. O ile taka formuła fajnie się błyszczy i ładnie wygląda (jak galaretka!), o tyle tutaj do krycia potrzebuje minimum 3 warstw, a czasami nadal widać prześwity. Brak drobinek.
Ostatni kolor to coral - bardzo fajny pomarańcz (koralowy? ;) ) ze złotymi drobinkami. Ślicznie się mieni w słońcu, ładnie rozjaśnia - nadaje taki glow palcom. Kryje przy 2 warstwach, nie smuży.
Z lakierów jestem zadowolona do tego stopnia, że kupiłam też Summer Nails - ale o nich innym razem :)
PS. W Naturach weszła limitowanka Catrice - Out of Space. Kupiłam 3 lakiery (z czego 2 to maty!), wszystko jest śliczne i przykuwające oko. Obadajcie koniecznie!
niedziela, 7 sierpnia 2011
Rozczarowanie pędzlem Everyday Minerals Baby Bamboo Flat Top
Dzisiaj opiszę moje wielkie rozczarowanie pędzlem Everyday Minerals, który kupiłam w zestawie ichniejszych kosmetyków - "No make-up" dla cery jasnej i średniej.
Z samego zestawu jestem raczej zadowolona, ale jego zrecenzuję innym razem. Jedyne, co mnie zawiodło, to właśnie ten pędzel. Ale od początku...
O pędzlach tej firmy słyszałam same pochlebne opinie, nie spotkałam się właściwie z narzekaniem na jakość czy ich użytkowanie. Podobno są warte swojej ceny, porządnie zrobione, wytrzymałe i wygodne w używaniu. Dlatego byłam tak zdziwiona, gdy przyszło mi korzystać z tego maleństwa!
Na starcie może praktyczne informacje: jest naprawdę malutkim pędzlem (co ciężko było stwierdzić po zdjęciach producenta). Ma niecałe 5 cm wysokości (z czego rączka to 2,5 cm), średnica włosia wynosi 2 cm przy rączce i 3 cm w najszerszym miejscu (na górze). Włosie jest dwukolorowe, umieszczone w uchwycie (bez żadnej skuwki).
Bardzo miłe w dotyku, nie drapie, nadaje się do nakładania podkładu, pudru, rozcierania bronzera. Jest sprężyste i delikatne. Raczej dobrze spełnia swoje zadanie. Poza oczywistym faktem, jakim jest jego wielkość - wiec żeby nałożyć podkład na całą twarz musimy się trochę namachać. Ale kosmetyk nalożony jest dokładnie, bez plam i prześwitów.
Pędzle piorę szarym mydłem, potem suszę na papierowych ręcznikach główką w dół. Ten tak samo, schnie on co prawda bardzo długo (gęste włosie), ale łatwo go domyć ze wszystkich specyfików.
A więc skoro wszystko ok, to o co chodzi? Ano o jakość pędzla. Włosie wylatuje z niego na potęgę! Gdy go dostałam myślałam, że po prostu część włosków jest luźno umieszczona i musi wypaść. Ale to nie ustaje! Mam go od maja i włosie ciągle leci - i to nie pojedyncze włoski co jakiś czas, tylko CAŁY CZAS.
Dla mnie to dyskwalifikuje pędzel o takim zastosowaniu, bo nie mam zamiaru po każdym jego użyciu czyścić twarzy z jego włosia. Nigdy, w żadnym pędzlu, żadnej firmy (a kupuję raczej tanie rzeczy) nic takiego się nie zdarzyło, więc jestem w szoku. I nie wiem, czy dam się namówić na kupno jakiś pędzli Everyday Minerals raz jeszcze... Niestety bardzo się zawiodłam.
Z samego zestawu jestem raczej zadowolona, ale jego zrecenzuję innym razem. Jedyne, co mnie zawiodło, to właśnie ten pędzel. Ale od początku...
O pędzlach tej firmy słyszałam same pochlebne opinie, nie spotkałam się właściwie z narzekaniem na jakość czy ich użytkowanie. Podobno są warte swojej ceny, porządnie zrobione, wytrzymałe i wygodne w używaniu. Dlatego byłam tak zdziwiona, gdy przyszło mi korzystać z tego maleństwa!
Na starcie może praktyczne informacje: jest naprawdę malutkim pędzlem (co ciężko było stwierdzić po zdjęciach producenta). Ma niecałe 5 cm wysokości (z czego rączka to 2,5 cm), średnica włosia wynosi 2 cm przy rączce i 3 cm w najszerszym miejscu (na górze). Włosie jest dwukolorowe, umieszczone w uchwycie (bez żadnej skuwki).
Bardzo miłe w dotyku, nie drapie, nadaje się do nakładania podkładu, pudru, rozcierania bronzera. Jest sprężyste i delikatne. Raczej dobrze spełnia swoje zadanie. Poza oczywistym faktem, jakim jest jego wielkość - wiec żeby nałożyć podkład na całą twarz musimy się trochę namachać. Ale kosmetyk nalożony jest dokładnie, bez plam i prześwitów.
Pędzle piorę szarym mydłem, potem suszę na papierowych ręcznikach główką w dół. Ten tak samo, schnie on co prawda bardzo długo (gęste włosie), ale łatwo go domyć ze wszystkich specyfików.
A więc skoro wszystko ok, to o co chodzi? Ano o jakość pędzla. Włosie wylatuje z niego na potęgę! Gdy go dostałam myślałam, że po prostu część włosków jest luźno umieszczona i musi wypaść. Ale to nie ustaje! Mam go od maja i włosie ciągle leci - i to nie pojedyncze włoski co jakiś czas, tylko CAŁY CZAS.
Dla mnie to dyskwalifikuje pędzel o takim zastosowaniu, bo nie mam zamiaru po każdym jego użyciu czyścić twarzy z jego włosia. Nigdy, w żadnym pędzlu, żadnej firmy (a kupuję raczej tanie rzeczy) nic takiego się nie zdarzyło, więc jestem w szoku. I nie wiem, czy dam się namówić na kupno jakiś pędzli Everyday Minerals raz jeszcze... Niestety bardzo się zawiodłam.
sobota, 6 sierpnia 2011
Zakupy: Perfecta Spa ujędrniające masło do ciała i peeling cukrowy
Pojechałam do Tesco po zgrzewki wody mineralnej i nasionka rzeżuchy (tej drugiej nie znalazłam), wpadłam na sekundę do działu z kosmetykami i przepadłam. Zakręciłam się obok pielęgnacji ciała, w moje łapki wpadło masło do ciała z serii Perfecta Spa o zapachy czekoladowo-kokosowym. Ktoś wcześniej oderwał sreberko, wiec powąchałam... i prawie dostałam ślinotoku. Pachnie jak nutella! Żadnej chemicznej nuty tam nie ma. Nie ma też kokosa, co mi nie przeszkadza (bo tak średnio go lubię), ale skoro producent obiecuje...
Potem poszłam pooglądać peelingi (szukałam gruboziarnistych z Joanny, bo mój się już kończy) i wyczaiłam peeling cukrowy z tej samej serii. Tutaj już nie było żadnego otwartego pod ręką, więc zachęcona zapachem masła z tej serii wrzuciłam peeling do koszyka.
Od razu otworzyłam w domu i... przepadłam jeszcze bardziej. Masło, przy tym peelingu, to nic! Zapach jest mocniejszy, intensywniejszy, jednocześnie bardziej czekoladowy. Ale znów - nie ma kokosa!
Wciąż czekają na wypróbowanie, dzisiaj się za nie zabiorę :)
Martwię się tylko o barwienie skóry przez masło (wiele osób na to narzekało).
Jednocześnie nie kojarzę tych
wariantów zapachowych - to jakaś nowość, limitowanka czy może po prostu miałam pecha?
Dodatkowo kupiłam też szare mydło w płynie do czyszczenia pędzli - nic tak dokładnie nie domywa żelowych eyelinerów jak ono!
poniedziałek, 25 lipca 2011
Próbkobiernia: Hawaiian Tropic coconut body butter, czyli kokosowe masło do ciała
Mniej więcej 2 tygodnie temu dostałam do testowania nawilżające masło firmy Hawaiian Tropic o zapachu kokosa. Przez ten czas testowałam je w różnych warunkach i kombinacjach, tak więc czas na recenzję :)
Zapach: kokosowy. Ale nie jest to taki mdły, przesłodzony, mulący kokos, jakich pełno na każdym kroku. Jest to świeży i nawet trochę orzeźwiający zapach kokosa, z lekko owocową nutą - niestety nie jestem w stanie określić jaką. Mi się podoba, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może on pasować.
Działanie, wydajność i moje wrażenia: zaczynając od opakowania - jest to plastikowy słoiczek, zakręcany. O ile z jednej strony jest to wygodne, bo można masło zużyć bez problemów do samego końca, o tyle zakręcenie go może być kłopotliwe, gdy mamy lekko tłuste ręce.
Masło wchłania się stosunkowo szybko, jednak według mnie zostawia lekki film. Przyjemny, bo nie brudzi ubrań ani nie przeszkadza.
Zapach na skórze trochę łagodnieje (w pudełku jest dość intensywny) i dość długo się trzyma. Smarując się nim na noc po przebudzeniu nadal go czułam. A smarując się rano - wieczorem nadal był wyczuwalny. :)
Co do samego działania - jestem zadowolona, ale nie jest to masło do wszystkich partii ciała. Nawilżenie jest naprawdę bardzo dobre (faktem jednak jest, że nie miałam przesuszonej skóry, a "tylko" suchą), skóra jest miękka i sprężysta. Efekt taki utrzymuje się cały dzień, lub... do pierwszego prysznica. Niestety po nim nie jest już tak fajnie - co prawda nie zaczynamy się łuszczyć, ale ten efekt dogłębnego nawilżenia znika. Jedyne, z czym masło sobie nie poradziło to pięty - na nogi, kolana, ramiona, łokcie bez problemów dało radę.
Używam go drugi tydzień, codziennie i póki co zużyłam mniej więcej 1/3, a muszę przyznać, że go nie oszczędzam. Tak więc jest to produkt naprawdę wydajny :)
Dostępność i cena: produkty tej firmy dostępne są póki co chyba tylko w internetowym sklepie Paatal; za 17,50 zł dostajemy 200 ml produktu, co przy jego dobrej wydajności uważam za niezłą cenę
Podsumowanie: polecam wszystkim spróbowanie tego masła (o ile kogoś nie odrzuca zapach kokosu, choć jak wspomniałam - nie jest on typowy!), jest naprawdę niezłym nawilżaczem skóry! Ja sama na pewno spróbuję drugiej dostępnej wersji zapachowej - lime coolada.
Ocena: +4/5
PS. Miały być zdjęcia, ale po powrocie z kopalni padłam na twarz i wstałam dopiero wieczorem. Tak więc uzupełnię je jutro. :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















































